NASZE WIERSZE



Miłość
Jest jak kromka chleba,
w koszu ludzkich odpadków,
wzgardzona, bo sucha i bez niczego,
taka zwyczajna, choć trochę czerstwa,
bo nikt jej w porę nie zjadł.

Miłość
jest jak kromka chleba,
w koszu odpadków ludzkich,
co ją jak świętość, królową potraw,
w wielkiej pokorze, oddaniu jakim
czczą,
wychudłe wargi biedaka.

- Kasia -



Piosenka wędrująca
W łąkach Twoich oczu błądzę
Stokrotny dywan gdzieś tam wiedzie mnie
Ku słońca promieniom motylim
Gdzie trawa w rosę zaklina łzę

Po gór policzkach rozsiewam wzrok
- Rumiana gleba warg mych chłopięcych
Gasi odcisków wędrowny ból
I starcza cudnie zamiast pieniędzy

Kroczę po niebie Twego czoła
Czasem ten błękit jest taki chmurny
Usiąść z Twą myślą tak na chwile
Wytchnienia szukać w świecie szumnym

Płatki róż Twych ust zrywam rankiem
Witając cudną słońca żarówkę
I śpiewam hymn dziękczynny Bogu
Za Ciebie i tę naszą wędrówkę

- Marek -



Umiem tylko
chciałabym
jak pies kulawy z nosem przy ziemi
płasko
z pchłą pasażerem, rzepem w ogonie
jak z legitymacją
po drogach ciasnych, bez pytań, wiernie
wałęsać się

w objęciach słońca na wschodzie życia
zaświecić
z wiarą biedronki do nieba prosto
pofrunąć
po chleb codzienny, z kropką na grzbiecie
niepoliczoną

jak bocian biały gniazdo budować
niczym szałas
klekotem porannym wywołać ludzi
z ciasnych dziupli
na jednej nodze tak czujnie spać
i się wyspać

a umiem tylko
z orzechem w pysku jak ta wiewiórka
nerwowa
trochę zbytecznie
może ze strachu
wbiegać na brzozę
by po jej korze śliskiej, wilgotnej
z powrotem wrócić.

- Kasia -

Pamięci Garść Niezapominajek
Pomiędzy starymi pokrytymi mchem bukami
w oddali zielonego osierocenia
stał jakby niezupełnym przypadkiem
niepewny i sypki jak życie grób
plewiony rzadko z zapomnienia

Dwa razy w roku:
hardym śniegiem lutego
i łagodnym słońcem lipca
czyjaś nieśmiała jak zefir dłoń
kładła nań garść niezapominajek
- całe swe ziemskie niebo pamięci
oraz czerwoną mała kopertę
- życie którego nie ma już oddać komu
od pół wieku niezmiennie taka samą
z pozornie niedbałym oślim uchem
tęsknoty za Dotykiem Pocałunkiem Słowem
które w nieśmiałości nigdy nie zdążyły zaistnieć
i już na zawsze zostały zaklęte w pamięć
samotnie zalabastrowiałej miłości

- Marek -



Rozbieramy świat
rozbieramy świat
z minut godzin,
sekund życia,
z ludzkich okruchów,
z przeszłości,
z czasu co utkany
bezustanną ciszą,
z setek legend
o niczym,
ze szkiełkiem jak z okiem
co horyzont zawęża
od nadmiaru wiedzy
bezwiednej

rozbieramy świat
jak pannę młodą,
co z oczami leku
traci koronkę
bielizny dziewiczej

rozbieramy świat
z wielkich konstrukcji
szablonów, draperii
co jak schody się pnie
do samego piekła

rozbieramy świat
jak cebulę do zupy
szybko nazbyt
by łez nie uronić

rozbieramy świat
do wspólnej kąpieli
lecz jakże?
gdy on już nagi
my wciąż cali w złocie?

- Kasia -



Niemo kochające usta
kocham Cię pomimo, że słowem tym tak rzadko pachną
usta me uczące się wciąż powoli jak uczniowskiej kaligrafii
ręce lepkie potem twym kochanym, które serce moje gną
wciąż szepcące w ucho Bogu, że pozwolił Ci mnie trafić.

- Marek -



Gałązka
Zanurzam nieśmiało stalówkę
w kałamarzu własnej duszy
wygiętą rojem nocnych próśb
do Boga
o chleb powszedni jak o skrawek nieba
i nędzną złotówkę wolności,

wycieram niedbale instrument
ze słów ostatniego drgnienia
co cichnie w cieniu słowa
słowa innej stalówki istnienia,

zgrzyt za oknem nieśmiałość odbiera
niewypowiedziane słowa tańczą
jak chorągiew trzepocząca za oknem
manifestuje półgłosem gałązką
zgubiona...

zamykam oczy już, by nie widzieć
skrzydeł co płoną w słońcu Ikara
puchu co unosi rozumnych
nie ludzi!
Ja spadam w dół, lecz wiara jest lotna,

otwieram oczy i zamykam znów
jak zając w sidłach własnej głupoty
Ty mi je rozwierasz na świat
szeroko
na świat niedoli ludzkiej
miłości-sieroty,

świat szklanych baniek mydlanych
i marzeń, co się spełniają
świat kwiatów polnych i tych kolczastych
wód spokojnych i nieokiełznanych
świat żywych istnień, lecz marnie podszytych
kaczeńców zwykłych złotem naznaczonych...

- Kasia -



Zapomnieć o sobie
tak chciałbym zapomnieć o sobie:

jak się zapomina o nieodprasowanej koszuli
w czasie sobotniej kolacji z rodziną
- codzienności kwiatku
jak o bliźnie co zacerowała kiedyś plecy
po nieszczęśliwym upadku z nieba
- pamiątce płaczącej
jak o rocznicy śmierci ukochanej
której cień co rano robi śniadanie
- łzie samotniczce

tak chciałbym zapomnieć o sobie
dla tych duszyczek z pocharatanymi kolanami
wygłodniałych miłości piegusów
dla zwiędnietego kota bez jednego oka
wiecznego żebraka włóczęgi
co bardziej od jedzenia czeka pieszczoty
i dla ciebie Panie Wieczniecierpiacy
który wyglądasz człowieka w tłumie
bo ci jakoś samotnie
                                na tym naszym krzyżu

- Marek -



Lampka
Jesteś
jak smuga światła nocą wpleciona
w półmrok ścian
a ja jak ćma co w blasku tej lampki
bywa motylem

- Kasia -



Poranne pacierzowanie
Aniele boży Stróżu mój
w różowym szlafroku
w pijane śmiechem kaczory
mojego dzieciństwa
które prześpiewaliśmy beztrosko
pod letnim drzewem brzozy

Aniele w zdeptanych papuciach
z wielką dziurą na paluch
w meloniku mojego zwątpienia
w ciebie w niebo i w świerszcze

Aniele zniecierpliwiony moim dniem
z dwoma skrzydłami nie do paru
i sfilcowanych od marzeń
o locie w kosmos

Stój przy mnie mimo wszystko
Tak uparcie jak uparcie ja
uciekam tobie na własne połamanie
Amen

- Marek -



Z Tobą
Podlać wiarę wieczorna modlitwą
zaciśniętą w dwie pary ust,
skakać lekko, jak wiatr przez góry,
bo w dwóch parach wygodnych stóp.

Z dłonią zaciśniętą w dłoń drugą
iść przez niebo odbite w kałuży.

- Kasia -