|
Z TEKI WSPOMNIEŃ
Prawie każdy nasz spacer zawsze ociera się w którymś miejscu o szerokopojęte świątynie: czy to duży, strojny kościół, czy też tak ukochana przez nas ascetyczna, cicha, drewniana kapliczka. Siadamy w ławce otuleni chłodnym oddechem konfesjonałów i modlimy się o siły, o miłość, o prawdę.
Trzeba nam bardzo dbać o to, by w miłości nie zatracić prawdziwego sensu i Tego, który ową miłość nam daje. Miłość musi mieć niezachwiany fundament Boga i jego pięknych zasad.
* * *
Stało się raz tak, że nam sie posprzeczało nieco - jak zawsze wsród ludzi duma, upór i przekonanie o swojej racji wzięło górę - przechodząc w milczeniu obok kościoła, w którym odbywała się akurat msza, postanowiliśmy wejść. Było akurat Przeistoczenie, momen, który tak namacalnie przypomina nam o zapomianiu o sobie dla drugiego człowieka, nawet kiedy się przez niego czasem cierpi... Od tego momentu rany po sprzeczce zabliźniły się a na ich wzgórzach wyrosły kwiaty miłości przebaczającej...
Mimo, że na naszej drodze pojawiają się kamienie, upadamy przez nie, ranimy się i powstajemy, by iść dalej umocnieni złym doświadczeniem i wiarą w bezkamienne łaki, które rozpościerają się przed nami.
* * *
Kasia jest z Sosnowca - samo serce Zagłębia, ja jestem ze Świętochłowic jedno ze Śląskich miast.
Niezorientowanym w tematyce antagonizmu śląsko - zagłębiowskiego, chcę uświadamić, że coś takiego istniało i pewnie w świadomości głównie starszych ludzi zamieszkującej ten obszar wciąż w jakiś stopniu istnieje.
Tak więc nasz związek jest swoistym dowodem na porozumienie ponad iraacjonalnymi - wszak każdy podział na tle etnicznym czy rasowym, jest na wskroś irracjonalny - podziałami.
Trzeba nam walczyć, więc ze stereotypami i uprzedzeniami w imie Dobra, w imię Prawdy.
* * *
6 dni - noc w noc, dzień w dzień, ramie w ramie, noga w nogę częstochowską, często bardzo męczącą trasą. Wspólne jedzenie zupy z trwą, wspólne wstawanie o szarym świcie, zmęczone lecz uśmiechniete wieczory. Jeśli spędzisz tyle czasu z kimś, kogo tak naprawdę dopiero poznajesz, to albo zaczniesz go nieznosić, albo zwyczajnie możesz go ...pokochać.
* * *
Marek musi zawsze i wszystko robić na przekór przyjętym normom. Tak, że zamiast róży Kasia na swoje urodziny dostaje... kaktusa ;-) a żeby było zabawniej to nazywającego się swojsko - Kleofas, dla przyjaciół i rodziny - Kleuś.
Bo miłość nie znosi szablonów, nie znosi monotonii, nie znosi nudnych ludzi. Miłość szczęśliwa to miłość między ludźmi zaskakującymi się wciąż na nowo.
* * *
Zdarzyło się raz jeden tak, że skończyłem na uczelni zajęcia nieco wcześniej, pojechałem, więc do Kasi, która dopiero co, jak się okazało, wyszła na miasto, postanowiłem więc jej szukać...
Przeszukałem chyba cały Sosnowiec nie pomyślałem jednak, że jej poszukiwania mnie zaprowadziły ją ...do mojego domu.
To nie jest tak, że Miłość na nas biernie czeka a wręcz przeciwnie, goni szaleńczo gdzieś po bezdrożach i często można ją znaleźć tam gdzie by sie jej nigdy nie szukało ;-)
* * *
Było to podczas naszej pierwszej pielgrzymki do Częstochowy, byłem z jakiegoś dziwnego powodu straszliwie zły na cały świat i ludzi, a szczególnie na Kasię. Siedzieliśmy na jakimś wzgórzu otoczeni tłumem pielgrzymów, nagle Kasia zniknęła mi z oczu. Po chwili wróciła do mnie zezłoszczonego straszliwie niosąc pięknie, pokornie i niewinnie nasze dwa pełne zmęczenia plecaki. A mnie zaszkliły się oczy z tej jej cudownej dobroci mimo wszystko.
Bo to jest chyba tak, jak mówi św. Paweł w swym "Hymnie do miłości": Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku,nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu,nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego...
* * *
Zawsze wzrusza mnie gdy po zmęczonym dniu wracam z uczelni w Tychach do domku w Sosnowcu (ok. 25 kilometrów) przesiadam się w Katowicach, i tam na przystanku, na którym wysiadam stoi często zmarznięty, czekający Marek. Zwykle częstujemy się naszym drugim śniadaniem, przedzieramy się przez chodnikowy tłum zmęczeni lecz uśmiechnięci...
To co w Miłości jest najpiękniejsze to chyba to, że każe się ona uśmiechać, w czasie gdy świat w bezuśmiechu zamarł. To, co jeszcze naszą miłość tak szlifuje to wieczne czekanie na siebie. Zmarznięta miłość czekająca na przystanku gorących chwili.
Często w wieczornych rozmowach staramy się odpowiadać na pytanie: "Co dziś Ci się przydarzyło dobrego?", szukamy więc pozytywów, które najczęściej znajdujemy w małych, najmniejszych rzeczach takich jak widok pary staruszków ściskających się za ręce, niepewny uśmiech napotkanego dziecka, rozmowa ze znajomymi lub zwykły niezwykły śpiew ptaka...
Mimo, iż nie żyjemy w czasach usłanych różami starajmy się dostrzegać promienie radosnego słońca pośród chwil każdego dnia, bo one są, czekają na odkrycie ich w rzeczach błahych, w rzeczach zwykłych, w rzeczach codziennych.
* * *
|